Praca prezenterki telewizyjnej jest bardzo wymagająca i pracochłonna. Ludzie oglądają mnie przez pół godziny wieczorem, kiedy mam idealną fryzurę, świetną sukienkę i znakomitą formę. Tymczasem przygotowania do tego występu trwają przez cały dzień. Zawsze jest do wykonania więcej pracy, niż czasu, dlatego każda para rąk na pokładzie jest cenna.
Nie pamiętam dokładnie, w jakich okolicznościach zaczęłam pracować z Martyną. Ktoś z góry przydzielił mi ją jako asystentkę, a że była świeżo po szkole i nie miała specjalizacji w żadnej dziedzinie, zajmowała się brudną robotą. Rano robiła mi kawę, pilnowała wszystkich dokumentów, wymieniała sukienki w garderobie, a po programie siedziała do nocy, szukając dla mnie jakichś informacji w aktach. Świetnie sprawdzała się też w roli swego rodzaju worka treningowego kiedy miałam zły dzień i musiałam się na kimś powyżywać. Przyjmowała z pokorą moje wybuchy i nigdy się nie obrażała.
Tego dnia przygotowania do programu szły bardzo topornie. Co chwilę wyskakiwał jakiś problem, z którym musieliśmy sobie radzić. Zamiast z każdą chwilą iść do przodu, cofaliśmy się o krok. Nie dotarł jeden z reportaży terenowych, potem wypadł fryzjer, który małą stłuczkę samochodową po drodze do studia, a na końcu doszło do jakiegoś spięcia w reżyserce i padła elektronika. Okazało się też, że nie mam odpowiedniej sukienki na wizję, a występ na żywo zbliżał się wielkimi krokami. Nie chciałam występować przed milionami widzów w kiecce, którą miałam na sobie dzień wcześniej, dlatego wcisnęłam się w kremową sukienką za małą o przynajmniej jeden rozmiar. Czułam się w niej bardzo niekomfortowo, dlatego przed wejściem na wizję znów dostało się mojej asystentce.
Program przebiegł bez zarzutów, a po drugiej stronie ekranu pewnie nikt nie zauważył przyciasnej sukienki i zmęczenia. Kiedy jednak wyszłam ze studia i poszłam do swojego gabinetu, byłam wykończona.
– Zdejm ze mnie tę kieckę, bo za chwilę się w niej uduszę! – krzyknęłam w stronę Martyny, która cichutko weszła za mną do gabinetu i zamknęła drzwi na klucz.
Poczułam rozpinający się suwak na plecach i ogromną ulgę. Moje ciało wreszcie uwolniło się z ucisku i mogło wrócić do swojego naturalnego ułożenia. Zdjęłam z siebie sukienkę i z nienawiścią rzuciłam ją na podłogę. Nie miałam siły nawet rozpinać pasków przy sandałkach na wysokiej szpilce. W samej bieliźnie opadłam ciężko na fotel.
Martyna stała w pobliżu i przyglądała mi się ukradkowymi krótkimi spojrzeniami. Po każdym z nich spuszczała wzrok lub odwracała głowę w bok. Nie wstydziłam się przed nią – już niejednokrotnie widziała mnie w samej bieliźnie podczas przymierzania sukienek. Zawsze jednak wokół był tłum innych osób z ekipy. Tym razem pozostałyśmy same.
– Co tak mi się przyglądasz? – zapytałam. – Wiem, jestem już stara. Moje ciało zaczyna się marszczyć i wiotczeć.
– To nieprawda – zaprotestowała natychmiast. – Wygląda pani pięknie.
– Daj spokój – Machnęłam ręką. – W sieci piszą, że jestem już stara i powinnam pójść na emeryturę. Mam trzydzieści pięć lat. W sumie to chyba nawet wojskowi nie przechodzą na emeryturę tak wcześniej. Miałabym całe życie na spełnianie marzeń.
– Niech pani nie słucha internetowych trolli. Cały kraj panią uwielbia. Jest pani jedną z najpopularniejszych prezenterek w Polsce. Pani twarz zna każdy. Ludzie krytykują z zazdrości.
Uśmiechnęłam się, bo wiedziałam, że ma rację.
– Czuję się coraz starsza. Takie dni jak dzisiejszy męczą mnie coraz bardziej – powiedziałam. Potem podniosłam w górę prawą nogę i dodałam – Popatrz, nie mam siły nawet zdjąć tych niewygodnych sandałków. Nogi mnie tak bolą, że chyba nie ruszę się z tego fotela.
– Mogę pani pomóc – zaproponowała cicho.
– Chcesz mi rozmasować stopy? – zapytałam z niedowierzaniem.
– Jeśli pani tylko sobie tego życzy.
Wykonałam jakiś bliżej nieokreślony gest, który miał być pozwoleniem. Martyna uklęknęła na wykładzinie podłogi i delikatnie rozpięła paski sandałków. Chwyciła w dłonie moją prawą stopę, położyła ją sobie na kolanach i delikatnie zaczęła uciskać jej spód oboma kciukami. Masowała najpierw w środkowej części stopy, a po chwili przesunęła palce w stronę pięty.
Słyszałam gdzieś, że na stopie znajdują się receptory, które są odpowiedzialne za prawidłowe funkcjonowanie wszystkich organów wewnętrznych w ciele. Ich uciskanie i dotykanie sprzyja też samoregeneracji i pomaga w pozbyciu się objawów stresu. Martyna chyba znakomicie znała położenie tych receptorów, bo natychmiast poczułem się lepiej. Kiedy kciuki zaczęły uciskać poduszkę pod palcami, zamknęłam oczy. Zrobiło mi się niewyobrażalnie błogo i przyjemnie. Odpłynęłam myślami i zapomniałam o całym świecie.
Nie wiem nawet, w którym momencie Martyna zmieniła obiekt zainteresowania i zajęła się drugą nogą. Czułam jej palce poruszające się po całej powierzchni spodniej części stopy. Potem ucisk jakby osłabł, jednak szybko zastąpił go ciepły i wilgotny dotyk. Spod lekko rozszerzonych powiek zobaczyłam, jak Martyna przysuwa usta do mojej stopy i delikatnie dotyka ją językiem. Lizała skórę pod palcami i wkładała do ust duży paluch.